ruhyazenfrdekkplesukuzyi
  • ZAŁOŻONA W 1910 ROKU
    NOWY JORK

„Pewnego razu w Ameryce”: nowa wersja

Źródło zdjęć: abc.com 

Po raz pierwszy obejrzałem Pewnego razu w Ameryce w 1987 roku w BAM w Tyndzie, w pierwszym tam prywatnym salonie wideo. Film całkowicie mnie zszokował i po kręceniu w ciągu dnia wracałem do wypożyczalni wideo kilka wieczorów z rzędu, aby jeszcze raz obejrzeć tę smutną epopeję gangsterskiej Ameryki. Później ten film był namiętnie kochany przez cały ogromny kraj, w którym żyliśmy...

Kilka dni później włączyłem Netflix i odkryłem nową „wersję reżyserską” filmu. Z kilkoma znalezionymi, przywróconymi i dodanymi scenami. I obejrzałem film jeszcze raz, chyba po raz pięćdziesiąty. Przypomnę, że inspiracją dla filmu była „autobiograficzna relacja” z życia żydowskiego gangstera, którą napisał w czasie odbywania kary w więzieniu Sing Sing. Nazywał się Harry Gray, ale urodził się w Kijowie pod nazwiskiem Gershv Goldberg. Później Sergio Leone spotkał się z nim kilka razy, próbując zrozumieć Amerykę z punktu widzenia Graya. Oprócz tej książki Leone inspirował się jeszcze dwoma klasycznymi dziełami – powieścią Jacka Londona „Martin Eden”, którą można nawet zobaczyć w filmie (jako dziecko „Noodles” próbuje ją czytać w toalecie). Oraz powieść Francisa Scotta Fitzgeralda „Wielki Gatsby”.

Zgodnie z umową ze studiem Sergio Leone miał dostarczyć film trwający 2 godziny i 45 minut. Pod koniec zdjęć miał 10 godzin materiału. Leone skrócił film do 6 godzin, zamierzając wydać go w dwóch częściach. Studio jednak odrzuciło jego propozycję, częściowo ze względu na komercyjną porażkę „Dwudziestego wieku” Bernardo Bertolucciego, również wydanego w dwóch częściach. Leone musiał jeszcze bardziej skrócić swój film do 4 godzin i 29 minut. A na premierę, która odbyła się 20 maja 1984 roku w Cannes, Leone jeszcze bardziej skrócił film do 3 godzin 49 minut. To właśnie ta wersja została zademonstrowana we wszystkich krajach europejskich.

Wersja amerykańska, która okazała się rażącą porażką, trwała „tylko” 144 minuty. Studio zmieniło w nim wszystko – wydarzenia rozgrywały się w porządku chronologicznym, większość scen z dzieciństwa bohaterów została wycięta. Jak wszystkie sceny z Deborą w 1968 roku. A w ostatniej scenie sekretarz Bailey i tak się zastrzelił, chociaż strzał słychać było tylko poza ekranem, w związku z czym scena ze śmieciarką została usunięta... Straszne oburzenie wobec filmu...

W 2011 roku dzieci Sergio Leone ogłosiły, że zamierzają wydać 4,5-godzinną wersję „Pewnego razu w Ameryce”. W rezultacie rozszerzona wersja Pewnego razu w Ameryce, pokazana w 2012 roku w Cannes, jest o 22 minuty dłuższa od wersji kanonicznej („europejskiej”). Głównym celem tej renowacji było przywrócenie filmowi brakujących scen. Te, które zostały wyrzeźbione przez Sergio Leone i które uznano za zaginione. Są one zawarte w tym wydaniu tak harmonijnie, jak to możliwe. Niestety sceny te utrwaliły się jedynie na kliszy pozytywowej, dlatego nie było możliwe zapewnienie, że jakość techniczna usuniętych scen odpowiadała pozostałej części filmu. Ale efekt zbliżył nas do oryginalnej wizji reżysera i to jest bardzo ciekawe. Patrzeć.

 

Autor: Aleksander Rodnyanski 

29.03.2024